
Liturgia dnia
Komentarz video
Skrzynka intencji
Prześlij nam swoją intencję, w której chcesz abyśmy się modlili:

Felietony
Ciąg dalszy o… życiu
2010-03-10
Czas staje się coraz bardziej nabrzmiały i jakby gęstnieje. Wiele niepokojących informacji dociera z różnych stron świata - katastrofalne trzęsienia ziemi, zwłaszcza na Haiti i w Chile, tsunami na Pacyfiku; nawałnice, orkany, śnieżyce, powodzie - w Europie. Przemieszczam się myślami po mapie świata, tyle jest miejsc tragicznych, gdzie ludzie niepewni są kolejnych dni życia i.. żyją. O katastrofach w bardziej nieznanych zakątkach świata nie próbujemy się czegokolwiek dowiedzieć, jak gdyby życie mieszkających tam ludzi było mniej cenne, tańsze… w porównaniu z naszym. Tydzień temu E. napisała przejmujące i bardzo głębokie, zarazem trudne świadectwo na chyba nie kończący się temat: . Nie mogę go pominąć, bo tak blisko jestem spraw, które E. tak bardzo subtelnie dotyka.
„Przypomniałam sobie, - pisze E. - że i ja zadałam Ojcu kiedyś w moim liście to pytanie w chwili rozpaczy i bezradności…. Widocznie musiałam przeczytać świadectwa innych osób, by zadać sobie jeszcze raz to ważne życiowo pytanie i zastanowić się nad nim.
Początkowo pomyślałam sobie - ale pięknie piszą te osoby, a ja nie czuję ani takiej miłości, ani takiej bliskości Boga. A potem przyszła refleksja - TERAZ nie czuję; bo jestem taką chorągiewką na wietrze co miotana jest emocjami, uczuciami, często skrajnymi, czasem euforią, gdy otrzymam "cukierka" od Boga i czuję Go blisko, czasem w ciemnej nocy własnych ran, złych decyzji, zachowań. Czasem zrezygnowana poddaję się temu, co niesie mi dzień, czasem walczę o innych, siebie, lepsze życie; czasem upadam, czasem wznoszę się, ale ZAWSZE JEST Słowo Boga - odzywa się na różne sposoby poprzez Ducha św. - we mnie albo w książce, którą wezmę do ręki, w Biblii, w ustach innego człowieka, w świecie - tym, co widzę za oknem, na spacerze, w drodze po dzieci.... i przypomina, że ON jest niezmienny, JEST.
Jak żyć? - Codziennie dostaję od Niego odpowiedź, choć nie zawsze umiem ją odnaleźć, odczytać . I codziennie jest inaczej - w jeden dzień żyję pokornie i w ciszy, cierpieniu, innym razem w euforii i radości, że jestem, że inni są, mam, to co mam, za jakiś czas w walce o siebie, innych, w ryzyku, jeszcze kiedy indziej w błędach, 'forsowaniu mojego ja', żalu do Boga, zmaganiu się z Nim, w innych sytuacjach - upartym i ciągłym wołaniu o pomoc, o bliskość, o pociechę . I chyba tak właśnie mam żyć.
Mówiłeś mi kiedyś Ojcze, że Bóg jest Bogiem życia. Wydaje mi się, że odpowiedź dla wszystkich nas, ludzi jest: po prostu żyć, żyć w prawdzie o sobie, swoich słabościach, sile, swoich marzeniach. Robić to, co sprawia, że czujemy, że żyjemy - odszukiwać pragnienia naszego serca, tam gdzie bardzo, bardzo głęboko zakopaliśmy je, gdzie jest kurz, zapomnienie, ból, który omijamy, radość, którą przez skrupuły schowaliśmy, marzenia wydające nam się zbyt śmiałe. I codziennie szukać Boga - mówić Mu o tym, zawierzyć, jak najlepszemu przyjacielowi, że pomoże nam żyć tak, jak będzie dla nas najlepiej, odnajdywać odpowiedź od Niego lub czekać, bo na pewno da nam odpowiedź. On przecież JEST, jest wszędzie i w tych, którym pomagamy, i w tych, którzy nas krzywdzą, w każdej cząstce przyrody, jest jak skała, opoka. JEST.
I myślę, że jeśli przestaniemy udawać, że żyjemy, każdego dnia, a zaczniemy naprawdę - odnajdziemy Go każdego dnia i spoczniemy w Nim, i zapragniemy tak trwać i trwać - i to jest zalążek pragnienia życia wiecznego, to nasionko, które Bóg umieścił w każdym sercu.
Takie są moje refleksje Ojcze Ludwiku. Dzisiejsze :) Czuję, że jeszcze przede mną długa droga poznawania Boga i siebie. Bo każdy dzień przynosi mi coś innego; ale jedno jest niezmienne - ON JEST”.
E. mówi o sprawach egzystencjalnych, które są chwilami potężniejsze od trzęsienia ziemi na Haiti, lub jak huragan znad Zatoki Biskajskiej, a ja tymczasem z ciekawością patrzę przez okno kaplicy na Osobłogę, która nie tak dawno wyglądała jak pokaźna rzeka, a moje wyobrażenia Łąki Maryi Panny już jako wyspy otoczonej ze wszystkich stron rozszalałym żywiołem wodnym stały się pragnieniami. Zaprawdę przedziwny i niepojęty jest człowiek. Wiosenna aura tylko na chwilę, bo kilka dni jest jak chwila, światłem i ciepłem słońca napełniła Łąkę Matki Bożej. Spoza Gór Opawskich i Złotych zaczęły się wyłaniać coraz bardziej niezwykłe kształty i barwy chmur. Dzisiaj kilka razy Łąka stawała się biała od śniegu, by z powrotem przybierać rozmaite odcienie szarości.
Droga E., powierzam wszystkie Twoje trudne sprawy naszej Matce, która zapewne podobnie jak i ja czeka aż Jej Łąkę przystroją stokrotkowe i kaczeńcowe kobierce. Za kilka dni, mam nadzieję, spotkamy się w Krakowie.
Wszystkich serdecznie pozdrawiam i polecam opiece Matki Bożej. Komu jest bardzo trudno, tego niech Maryja mocno przytuli do serca.
o. Ludwik z bardzo chłodno - wilgotnego Mochowa.


